My tworzymy historię – rozmowa ze Zbigniewem Zalewskim
27.02.2019
Jednym z najbardziej wyjątkowych miejsc na Stadionie Energa Gdańsk jest Muzeum Lechii Gdańsk. Tam kibice mogą „dotknąć” historii Klubu i spotkać się z postaciami, które tworzyły jego tożsamość. Na temat muzeum, a także tego jak wykuwa się przywiązanie do drużyny rozmawialiśmy ze Zbigniewem Zalewskim, kustoszem Muzeum Lechii Gdańsk.

Kiedy w Pana przypadku zaczęła się miłość do Lechii Gdańsk, czy pamięta Pan okoliczności w jakich się zrodziła?

Było to chyba w 1967 a może roku 1968. Pierwszy mecz Biało–Zielonych obejrzałem na stadionie Polonii Gdańsk. Mieszkałem na ul. Marynarki Polskiej – blisko stadionu. Często chodziliśmy z kolegami pograć w piłkę na bocznym boisku. Pewnego dnia zobaczyliśmy tłum kibiców idących w stronę stadionu. Piłkę schowaliśmy w krzaki i podążaliśmy za nimi. Wszędzie na trybunach dominowały dwa kolory Biel i Zieleń. Gdy na boisku pojawili się piłkarze w pionowych pasiastych Biało-Zielonych koszulkach trybuny eksplodowały euforią. Dla mnie to wtedy było niezrozumiałe, ponieważ nigdy wcześniej nie byłem na meczu. Również piłkarze wydawali mi się wtedy jakoś nierealni dosłownie jak nadludzie. Byłem tym wszystkim zafascynowany. Po powrocie do domu od brata mojej mamy usłyszałem czarodziejską opowieść o Koryncie, Rogoczu, braciach Gronowskich, Lencu, Kuszu, Adamczyku i innych. Dowiedziałem się także o magicznym miejscu - Stadionie Lechii. Adres  Traugutta 29 stał się już wkrótce moim drugim domem.

Gdy myśli Pan o piłkarzach Lechii, czy jest Pan w stanie wskazać jedną, absolutnie wyjątkową postać w Pana ocenie. Osobę, którą można postawić za wzór?

Trudno jest wskazać jedną postać, ponieważ tylu wspaniałych ludzi przewinęło się w historii Lechii, że nie da się zwrócić uwagi tylko na jedną osobę. Dzisiaj łączą mnie dosć bliskie kontakty z  rodziną państwa Rogoczów. Z ś.p. Panem Romanem, spotykaliśmy się bardzo regularnie. Zwracaliśmy się do siebie po imieniu. To jest dla mnie zaszczyt że uważał mnie za przyjaciela i powiernika.  To na jego legendzie a także legendzie Pana Romana Korynta i innych wspaniałych postaci z historii Klubu potęgowała się moja fascynacja i miłość do Lechii. Wychowywałem oglądając grę Zdzisia Puszkarza, który był jednym z moich idoli. Byłem w tłumie, który szedł po meczu pod okna jego mieszkania na ul. Ogarnej - by fetować kolejny wygrany mecz Biało-Zielonych. Dziś dawni idole są moimi znajomymi, kolegami, przyjaciółmi. I to właśnie jest dla mnie największa wartość…

Przejdźmy do wątku muzeum. Lechia to rzecz jasna gdański klub, ale kibiców posiada na całym świecie. Gdy spoglądamy na eksponaty, które się tutaj znajdują, czy możemy powiedzieć, że są to pamiątki pozyskane od sympatyków Biało-Zielonych z całego globu?

Posiadamy w zbiorach Muzeum Naszego Klubu eksponaty nawet z odległej Australii czy Kanady, gdzie mieszka nasz były piłkarz Janusz Charczuk. Z Niemiec, gdzie osiedli na stałe między innymi Marek Kowalczyk, Mirek Giruć, Marek Ługowski i rodzina  ś.p. Rysia Polaka. Z Francji od Maćka Kamińskiego no i oczywiście ze Szwecji gdzie nie zapomina o Muzeum Lechii – Jurek Kruszczyński  Pamiętają o nas również kibice, których los pokierował dosłownie we wszystkie strony świata. Od obu Ameryk, poprzez Azję , Australię, Europę i oczywiście Polskę. Więc to nie jest tak, że te pamiątki trafiają tu tylko z Gdańska.

Co znajduje się wśród eksponatów?

Generalnie interesuje nas wszystko od kolokwialnie mówiąc dziurawych getrów, po koszulki, puchary medale, odznaki, dyplomy. Słowem cały wachlarz pamiątek, także tych związanych z Lechią Lwów. Musimy bowiem pamiętać że chociaż są to dwa różne Kluby to łączy nas bardzo wiele. Lechia Gdańsk powstała 7 sierpnia 1945 roku, przy dużym udziale ludzi związanych z lwowskim środowisku sportowym, szczególnie tym związanym Z najstarszym Polskim Klubem – Lechią Lwow. Wszystko co jest związane z Lechią w jakiejkolwiek formie, nawet z pozoru nic  nieznaczącej, jest dla nas interesuje. Każda rzecz, która jest związana z Naszym Klubem będzie wykorzystana i jest dla nas cenną pamiątką.

Wśród zbiorów znajduje się wiele perełek, ale gdyby wskazać najcenniejsze pamiątki lub tą jedyną najcenniejszą to co to by było?

Jest tylko jedno kryterium wyceny – ładunek emocjonalny związany z danym eksponatem Trudno jest wycenić medal olimpijski Waldka Malaka, czy ten za zdobycie Pucharu Polski w piłce nożnej lub medale i puchary za wywalczenie Mistrzostwa Polski w rugby. Nie ma złotego środka. W każdym obiekcie jest – jak już wspomniałem -  duży ładunek emocjonalny, na przykład dla kogoś będzie cenny bilet z pierwszego meczu, czy wyjazdu, dla innej osoby zdjęcie z początku kariery. Trzeba to ująć bardzo szeroko, kibice, zawodnicy, działacze tworzą Lechię i to dosłownie w myśl naszego przewodniego motta „My tworzymy historię!”

Na sam koniec naszej rozmowy wróćmy do korzeni powstania Muzeum Lechii.  Jaka była myśl przewodnia by powołać do życia tę instytucję?

Zawsze chciałem by takie miejsce powstało. Jeżdżąc po klubach europejskich takie miejsca widziałem. Potem podpatrywałem jak są prowadzone. Trafiłem na dobry moment w Klubie gdy zrozumiano że Lechii potrzebne jest miejsce gdzie każdy kibic będzie mógł „dotknąć historii” . Muzea zawsze powstają dla jednej rzeczy, by zachować to co ulotne, gdyż pamięć jest ulotna. Chodzi przecież o to, by przekazać dziedzictwo kolejnym pokoleniom. Po to także, by zrodzić miłość do Klubu.

Dziękuje za rozmowę.

Z1