Rozmowa z Michałem Listkiewiczem
18.06.2018
Kibice odliczają dni do startu piłkarskich Mistrzostw Świata. Mundial to wydarzenie, którym żyje cały glob, jednak jedynie nieliczni mogą poznać szczegóły tej największej sportowej imprezy świata. Jedną z takich osób jest Michał Listkiewicz, który wystąpił na czempionacie globu jako sędzia i prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.
IMG_3563 (1).JPG

Kibice odliczają dni do startu piłkarskich Mistrzostw Świata. Mundial to wydarzenie, którym żyje cały glob, jednak jedynie nieliczni mogą poznać szczegóły tej największej sportowej imprezy świata. Jedną z takich osób jest Michał Listkiewicz, który wystąpił na czempionacie globu jako sędzia i prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Uczestniczył Pan jako działacz i sędzia w piłkarskich Mistrzostwach Świata. Kiedy odczuwał Pan intensywniej turniej jako arbiter, czy prezes federacji?

Wydaje mi się, że turniej intensywniej odczuwałem jako prezes PZPN. Gdy pojechałem na Mundial jako arbiter miałem świadomość, że wszystko ode mnie zależy. Od mojej formy, koncentracji zależy moja ocena. Natomiast jako prezes wielkiego wpływu nie mam, przeżywam inne emocje. Niepokoję się czy piłkarze i trenerzy nie zawiodą. Wbrew pozorom większe nerwy pojawiają się będąc na turnieju w roli prezesa niż sędziego. Jako sędzia wiem, że wszystko zależy tylko ode mnie.

Zatem, który mundial wspomina Pan jako najciekawszy?

Najintensywniej wspominam turniej we Włoszech. Tam odniosłem personalnie wielki sukces sędziując finał. Już 28 lat czekam, aż mnie ktoś z Polski w tym zluzuje, by również pojawił się jako piłkarz, trener, czy sędzia w finale takiej imprezy. Natomiast jako prezes bardziej przeżywałem Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii, ponieważ tam występowaliśmy po raz pierwszy po szesnastu latach przerwy. Sam byłem świeżo upieczonym prezesem, do tego nadzieje były ogromne. W Niemczech tym doświadczeniem koreańskim, trochę dmuchałem na zimne.

Jak wygląda przygotowanie sędziego do Mistrzostw Świata. Czy arbitrzy również wyjeżdżają na zgrupowania, szlifują formę, doskonalą znajomość przepisów?

Oczywiście, to niezwykle złożony proces. Prowadzona jest selekcja, pojawia się grupa kandydatów, następnie klaruje się grupa tych, którzy pojadą na turniej. Selekcja opiera się przede wszystkim na meczach Ligi Mistrzów, czy w Lidze Europy, oraz meczach kwalifikacyjnych. Z sędziami jest podobnie jak z piłkarzami, najpierw w notesie znajduje się szeroka grupa, a potem sukcesywnie się zmniejsza. Gdy już wyklaruje się ta finałowa ekip najlepszych, wtedy przeprowadza się egzaminy. One są niezwykle wyśrubowane, w dzisiejszych czasach sędziowie są niczym atleci, muszą być przygotowani fizycznie, wytrzymałościowo. Nasza trójka, wraz z sędzią Gilem, który będzie pracował przy systemie VAR spisała się bardzo dobrze.

Czy sędziowanie podczas meczu Mistrzostw Świata znacząco różni się od pracy przy innych meczach międzypaństwowych?

Zdecydowanie czuć większą presję, to jest tak samo jak z piłkarzami. Świadomość tego, że setki milionów ludzi to oglądają czyni różnicę. Jesteś niejako ambasadorem swojego kraju, ludzie dobrze Ci życzą, trzymają za Ciebie kciuki. Świadomość, że jesteś obserwowany przez cały świat bywa stresująca. Ponieważ każdy błąd popełniony na takiej imprezie ciągnie się za sędzią potem przez wiele lat.

Jako prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej uczestniczył Pan dwukrotnie w mistrzostwach świata i raz podczas mistrzostw Europy. W jaki sposób wyglądają przygotowania do takiego wydarzenia, kiedy zaczyna się cały proces logistyczny?

Na początku najwięcej pracy mają działacze związkowi, potem dopiero trenerzy i zawodnicy. Bardzo wcześnie należy wybrać hotele, boiska treningowe. To dzieje się tuż po losowaniu grup, a więc ponad pół roku przed mistrzostwami. Trzeba wszystko dokładnie sprawdzić, ile zajmuje przejazd z hotelu na trening, ile czasu zajmuje dojazd z ośrodka na mecze. Pracuje nad tym gigantyczny zespół ludzi, by piłkarze mieli potem komfortowe warunki.

Co jest największym wyzwaniem podczas pobytu reprezentacji na tak dużej imprezie jak Mistrzostwa Świata czy Europy?

Myślę, że największym wyzwaniem jest poradzenie sobie z taką monotonią. Myślę, że to miało wpływ na naszą postawę w Korei. Tam byliśmy odcięci od świata w zasadzie, niejako w obcej cywilizacji. Po kilku dniach kisząc się we własnym sosie, niektórzy mieli siebie dość. Tu zaczyna się ważna praca sztabu szkoleniowego, by dotrzeć do zawodników, zresetować ich umiejętnie. Dzisiaj mistrzostwa są imprezą czysto komercyjną. Nie ma czegoś takiego co pamiętam z Mundialu we Włoszech czy USA, gdy zawodnicy dostawali dwa dni wolne i gdzieś wychodzili. Nie mówiąc już o drużynie Kazimierza Górskiego gdzie zawodnicy wychodzili na spotkania, czy to z Polonią, czy na piwo, albo tańce. Dziś jest to niemożliwe, bo zawodnicy są kompletnie odizolowani, a trenerzy muszą znaleźć w tym wszystkim balans.

Czy kadrę Adama Nawałki można porównać, do którejś z reprezentacji z czasów Pana kadencji jako prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Często za punkt odniesienia bierze się drużynę Jerzego Engela, czy widzi Pan pomiędzy tymi zespołami podobieństwa?

Nie widzę podobieństwa między kadrą Jerzego Engela, a drużyną Adama Nawałki. Zespół Jerzego Enegela miał indywidualności w każdej formacji, nie tyle może sportowe, co pod względem charakteru. Dzisiejsza drużyna jest bardziej wyciszona, niezaprzeczalnie posiada kilka gwiazd, ale generalnie, bardziej widziałbym podobieństwo do drużyny Leo Beenhakkera. Może dlatego, że Adam Nawałka był asystentem Leo Beenhakera. Pewne cechy pracy, tworzenia klimatu przejął od Leo.

Jaki wynik Pana zdaniem może osiągnąć kadra podczas mundialu w Rosji?

Moim zdaniem najtrudniejsze będzie wyjście z grupy. Trafiliśmy do bardzo mocnej grupy, nie wiem czemu niedocenionej u nas. Wiele osób ocenia tą grupę przez pryzmat egzotyki. Nie wiedzą, że występują tam świetni piłkarze, grający w silnych drużynach. Jeśli wyjdziemy z grupy, to wbrew pozorom będzie łatwiej. Wyjście z grupy będzie krokiem milowym, w następnej fazie rozgrywam po jednym meczu i powinno być trochę łatwiej. Przypominam takie stare powiedzenie do trzech razy sztuka, dwa razy nie wyszliśmy z grupy. Pora by wreszcie się to zmieniło.

Współpracuje Pan z Czeskim Związkiem Piłki Nożnej, na czym polega Pana rola w federacji naszych południowych sąsiadów?

Od dwóch lat jestem Przewodniczącym Komisji Sędziów Czeskiego Związku Piłki Nożnej. Czyli mówiąc wprost szefem sędziów. Jestem zadowolony z rezultatów pracy. Bardzo odmłodziliśmy kadry sędziowskie. W przeciągu dwóch lat wprowadziliśmy osiemnastu nowych sędziów do czeskiej ekstraklasy. To trzy czwarte stanu osobowego. Czechy to bardzo piękny kraj, ludzi spokojnych, podchodzących do wielu dziedzin życia z dystansem. Czeska liga prezentuje dobry poziom, na stadiony takiej jak w Gdańsku to jednak trochę jeszcze poczekają. Mają tylko trzy obiekty naprawdę dobre, ale i tak wiele im brakuje do naszych, a reszta jest na poziomie polskiej pierwszej ligi. Mimo to posiadają dobry poziom gry, są świetnie wyszkoleni technicznie. Do tego panuje fantastyczna atmosfera wśród kibiców, panuje między nimi dobra atmosfera. Nie ma agresji obrażania, oni do tego podchodzą spokojnie. No i oczywiście piwo łączy wszystkich kibiców, ale to bardziej napój orzeźwiający niż alkoholowy.